Sylwester Flis
Jeden z najlepszych niepełnosprawnych hokeistów na świecie. Reprezentował Stany Zjednoczone na Paraolimpiadzie w Salt Lake City w 2002 roku, zdobywając złoty medal
oraz tytuły króla strzelców i MVP (najbardziej wartościowego gracza) całego turnieju. Jego olimpijski wyczyn został wpisany do Księgi Rekordów Guinnesa. Od 2006 roku trenuje kadrę i drużynę klubową IKS Atak w Elblągu.
- Dlaczego zainteresowałeś się hokejem na siedząco?
Mój tata był sportowcem i może dlatego do uprawiania sportu zawsze mnie ciągnęło. Przeszkodą nie była nawet moja niepełnosprawność, z którą się borykam. Urodziłem się z przepukliną oponowo-rdzeniową, chodzić zacząłem dopiero w wieku pięciu lat. W zerówce i pierwszej klasie szkoły podstawowej byłem mało „stabilny”, potykałem się przewracałem. Choroba postępowała. Pojawiły się kule, które były pomocą ale i balastem, zawsze gdzieś je zostawiałem. Teraz jeżdżę na wózku, ale to nie stanowi dla mnie bariery.
Od dzieciństwa uprawiałem sport, poszukiwałem, poznawałem różne dyscypliny. Dopiero wyjazd do Stanów dał mi szansę poznania gry na sledżach. Nie od razu jednak rozpocząłem treningi w tej dyscyplinie. Grałem w koszykówkę, baseball, tenis ziemny i stołowy, wspinałem się, pływałem, jeździłem na nartach zjazdowych, a nawet nartach wodnych. W końcu nadszedł dzień, kiedy ktoś zaprosił mnie na trening hokeja na siedząco. Usiadłem na sledża i poczułem, że to jest to. Dynamika, pogoń za krążkiem, wysiłek, adrenalina – w tym się sprawdzam. Szachy nie są dla mnie, choć umiem grać, a nawet posiadam piątą kategorię szachową. Z tym sportem poczekam raczej do emerytury.
Do reprezentacji USA dostałem się już po sześciu miesiącach treningów. Początki były ciężkie, głównie z powodu bariery językowej. Już na pierwszym treningu okazało się, że jestem bardzo szybki, ale technika i wiedza ogólna hokejowa były mi obce. Moje treningi polegały na obserwowaniu kolegów, zawsze ostatni w kolejce starałem się jak najwięcej podpatrzeć, aby prawidłowo wykonać ćwiczenie, a jednocześnie nie dostać reprymendy od trenera, którego i tak nie rozumiałem. Początkowe porażki i niepowodzenia zawsze motywowały mnie do pracy i pokonywania kolejnych barier oraz niejednokrotnie samego siebie. Z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc ciężkim treningiem dochodziłem do wyznaczonego celu. Chyba się udało.
- Twoje największe sportowe marzenie to….
Bardzo chciałbym przeżyć jeszcze raz triumf paraolimpijski. Złoto zdobyłem w 2002r. na Paraolimpiadzie w Salt Lake City z drużyną amerykańską. Teraz marzę o takim samym sukcesie w barwach biało-czerwonych. Na najbliższych zimowych Igrzyskach Paraolimpijskich jest to chyba poza zasięgiem, odstajemy jeszcze od takich potęg jak Stany Zjednoczone, Kanada czy Norwegia. Myślę, że samo uczestnictwo reprezentacji Polski w Vancouver w 2010r. byłoby czymś nadzwyczajnym, ponieważ potwierdziłoby niewiarygodnie szybki rozwój tej dyscypliny w naszym kraju. Mam jednak wielką nadzieję, że w 2014 roku z Soczi wrócimy z tarczą.
- Przełamujesz stereotypy…
Nigdy nie załamałem się z powodu swojej niesprawności, przechodziłem kolejne etapy z nią związane, ale nad żadnym się specjalnie nie zastanawiałem. Umowne - pięć minut -coś się kończy, coś zaczyna. Zresztą uważam, że mam tylko jedno życie, które chcę przeżyć jak najlepiej i może dlatego pamiętam te najjaśniejsze dni, ich szukam i jestem na nie nastawiony. Poza tym cały czas wyznaczam sobie nowe cele, trenuję, szkolę zawodników, gram a przy okazji zwiedzam świat oraz poznaje nowych ludzi. To daje mi satysfakcję i pcha do przodu.
Sylwester Flis w ENERDZE Elektrociepłowni Elbląg sp. z o.o. zatrudniony jest od 26 maja 2008 roku.